Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magdalenki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą magdalenki. Pokaż wszystkie posty

27 października 2014

Dyniowe magdalenki z polewą czekoladową i orzechami laskowymi.

To nie będzie wpis tylko o pieczeniu, choć przede wszystkim. Będzie też o tym, że warto w życiu próbować zrobić, to, co nam wpadnie do głowy. I tu od razu przykład z życia wzięty (jeden z wielu):
"A gdyby tak dodać dyni do magdalenek? Dobre to będzie?" - zapytałam Mamę w ubiegłym tygodniu. "Chyba tak, czemu miałoby nie być?".

Skoro tak, to dwa razy nie trzeba mi powtarzać. chociaż w zasadzie czasem trzeba, ale na razie nie o tym :) Następnego dnia rano robiłam dyniowe magdalenki :) I tak ciasteczka, które już same w sobie są śliczne, dostały dodatkowego uroku dzięki pomarańczowej barwie, która pokryła je na zewnątrz i od środka ;) Mało tego zyskały wyjątkowy dyniowy smak, a polewa i orzechy całość świetnie dopełniły. Wyszło ciekawiej niż się spodziewałam, na prawdę :) Kiedy spróbowałam, zamknęłam oczy i pomyślałam "jakie to jest dobre!".

Czy miałabym okazje poczuć ten smak, gdybym nie zdecydowała się ich upiec? Prawdopodobnie nie, choć jest też szansa, że ktoś w przyszłości poczęstowałby mnie dyniowymi magdalenkami w polewie czekoladowej z orzechami laskowymi i wtedy, żałowałabym, że nigdy nie wyjęłam ich z własnego piekarnika, a przecież miałam w głowie taki pomysł. Zatem nigdy nie rezygnujcie bez podjęcia próby zrobienia czegoś, co wpadnie Wam do głowy i nie chodzi tu tylko o upieczenie ciasta, ale też o podejmowanie różnych innych decyzji, bo choć tak jak z ciastem raz może wyjść zakalec, a kolejnym razem może być to strzał w dziesiątkę, który przyniesie Wam niesamowitą dumę :)

Mam nadzieję, że to będzie dla Was najlepsza zachęta do upieczenia tych i innych ciastek, że będzie to zachęta do uwierzenia w siebie i własne możliwości (nie tylko te kulinarne) :)

Pięknego tygodnia!


Składniki (12 - 14 sztuk):
  • 2 małe jajka
  • 65 g cukru
  • 100 g mąki
  • 5 g proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki puree dyniowego*
  • 1 łyżeczka przyprawy dyniowej*
  • 10 g miodu
  • 30 ml mleka
  • 100 g masła (rozpuszczonego i wystudzonego)
Jajka ubijamy z cukrem. Mąkę, proszek do pieczenia i przyprawę dyniową mieszamy razem w osobnej misce. Miód mieszamy z mlekiem i schłodzonym, rozpuszczonym masłem. Następnie dodajemy do jajek i dokładnie mieszamy. W dwóch częściach dodajemy mąkę. Wszystko przykrywamy folią i odstawiamy do lodówki na kilka godzin lub całą noc. Po upływie kilku godzin (u mnie 3h) lub następnego dnia rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni, natłuszczamy blaszkę na magdalenki i nakładamy łyżką (najlepiej tak aby nie wychodziły poza muszelkę). Pieczemy 5 minut w 190 stopniach, następnie wyłączymy piekarnik na 1 minutę (wyłączenie powinno nadać  tradycyjne pęknięte kształty/brzuszki) i ponownie włączyć na 5 minut, ale ustawić na 160 stopni. Jeszcze ciepłe wyjmujemy z foremki i studzimy na kratce. 

Polewa:
  • po 50 g czekolady gorzkiej i mlecznej
  • 1 łyżka masła
  • 50 g drobno posiekanych orzechów laskowych 
Czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej z dodatkiem masła. Przestudzone magdalenki maczamy w polewie czekoladowej, a następnie w posiekanych orzechach. Odkładamy do wyschnięcia.

Smacznego! :)

* Poradnik dla początkujących "dyniomaniaków" znajdziecie TU, znajdziecie tam m.in. informacje jak zrobić puree i przyprawę dyniową.

Przepis na dyniowe magdalenki bierze udział w tegorocznym Festiwalu Dyni:   

23 sierpnia 2014

Magdalenki z hibiskusem i malinami.

Zawzięłam się i w końcu upiekłam ciastka! Bo latem przecież też można piec ciasteczka, a nie tylko robić lekkie desery na zimno. Była ku temu szczególna okazja, bo w ostatnich dniach lato przestało być prawdziwym latem i bardziej niż lodów, czy sernika na zimno z kawą mrożoną, chciało się ciepłych ciastek na maśle z gorącą herbatą (i nie przywołuję w ten sposób jesieni ;))

A że "urodził się" w mojej głowie pomysł na magdalenki z hibiskusowym pudrem, to nie musiałam się długo zastanawiać nad ich zrobieniem, kiedy aura wprost sprzyjała. Jednak od początku, dlaczego hibiskus? Ładnych parę miesięcy temu zobaczyłam go u Anny Marii i przepadłam, wiedziałam, że jak tylko stanie na mojej drodze ten piękny, suszony kwiat, to będzie mój i będę go mielić na puder. No i wpadł mi w ręce na targu, leżał pośród setek innych przypraw, wprawdzie poszłam tylko po wanilię, ale on też musiał znaleźć się w koszyku :)

No i zmieliłam, dodałam do magdalenek z malinami, żeby było maślano i podwójnie kwaśnie :) I myślę, że choć jeden Francuz skusiłby się na taką, kiedy zobaczyłby ten uroczy fiolet na ladzie w cukierni :)


Składniki (12 sztuk):
  • 2 małe jajka
  • 65 g cukru
  • 100 g mąki
  • 5 g proszku do pieczenia
  • 10 g hibiskusowego cukru pudru (ok. 5 kwiatów hibiskusa mielimy w młynku z 50 g cukru pudru, intensywność koloru zależy od ilości kwiatów)
  • 10 g miodu
  • 30 ml mleka
  • 100 g masła (rozpuszczonego i wystudzonego)
+ hibiskusowy cukier puder do posypania

Jajka ubić z cukrem. Mąkę, proszek do pieczenia i hibiskusowy cukier puder wymieszać razem w osobnej misce. Miód wymieszać z mlekiem i schłodzonym, rozpuszczonym masłem. Następnie dodać do jajek i dokładnie wymieszać. W dwóch częściach dodać mąkę. Wszystko zakryć folią i odstawić do lodówki na kilka godzin lub całą noc. Po upływie kilku godzin (u mnie 3h) lub następnego dnia rozgrzać piekarnik do 190C, natłuścić blaszkę na magdalenki i nakładać łyżką (najlepiej tak aby nie wychodziły poza muszelkę). Piec 5 minut w 190 stopniach, następnie wyłączyć na 1 minutę (wyłączenie powinno nadać  tradycyjne pęknięte kształty) i ponownie włączyć na 5 minut, ale ustawić na 160 stopni. Jeszcze ciepłe wyjmujemy z foremki i studzimy na kratce. Najlepiej smakują zaraz po upieczeniu :)

Smacznego! :)

28 stycznia 2014

Cytrynowe magdalenki.

Kiedy kupiłam książkę Rachel Khoo (a było to praktycznie tuż po tym jak pojawiła się w polskich księgarniach) i zobaczyłam w niej przepis na magdalenki - przepadłam.. Urzekła mnie ich prostota i "francuskość". Bo zjedzenie kilku sztuk do porannej kawy lub herbaty sprawia, że można poczuć się jak w jednej z paryskich pâtisseries. To nic, że obok naszej domowej kawiarni nie przejeżdża właśnie jakiś Francuz spieszący się do pracy, ani nie mamy widoku na butik Chanel z którego wychodzi elegancko ubrana Francuzka. Jesteśmy w Małej Paryskiej Kuchni, która tworzy się w naszej wyobraźni dzięki cytrynowym magdalenkom Rachel Khoo. Rachel zauroczyła mnie swoją książką, poczułam klimat jej kuchni i jeszcze bardziej "rozpaliła" w mnie chęć do odwiedzenia Paryża, który już od kilku lat jest moim wielkim marzeniem. Bo przecież nawet najlepiej zrobiona magdalenka, nie zastąpi tej, którą poda nam sprzedawca w cukierni jednego z francuskich mistrzów :) Wtedy dopiero sprawdzamy swoje umiejętności i możemy dążyć do doskonałości :)

Należy się Wam jeszcze wyjaśnienie, dlaczego tak długo zwlekałam z ich upieczeniem, skoro książka leży na półce już kilka miesięcy? Ano dlatego, że "polowałam" na foremkę do ich wypieku! :) Chciałam mieć porządną, metalową, w dobrej cenie. I natrafiłam na taką dopiero w zeszłym tygodniu. Kiedy już ją miałam, "rzuciłam się" na książkę i piekłam na drugi dzień! (jak kupię nową bluzkę, to rzadko zakładam ją kolejnego dnia, więc możecie sobie wyobrazić, jak bardzo lubię wypróbowywać moje nowe foremki, talerzyki i inne cuda, skoro nie mogą za długo czekać, tak jak choćby wyżej wspomniana bluzka ;))

A teraz już zapraszam po przepis, choć jeszcze na samym dole czeka niespodzianka i kilka słów o moim małym pomocniku ;)


Składniki (na 24 sztuki):
  • 3 jajka
  • 130 g cukru
  • 200 g mąki
  • 10 g proszku do pieczenia
  • skórka z jednej cytryny
  • 20 g miodu
  • 60 ml mleka
  • 200 g masła (rozpuszczonego i wystudzonego)
+ cukier puder do posypania

Jajka ubić z cukrem. Mąkę, proszek do pieczenia i skórkę z cytryny wymieszać razem w osobnej misce. Miód wymieszać z mlekiem i schłodzonym, rozpuszczonym masłem. Następnie dodać to do jajek i dokładnie wymieszać. W dwóch częściach dodać mąkę. Wszystko zakryć folią i odstawić do lodówki na kilka godzin lub całą noc. Po upływie kilku godzin (u mnie 3h) lub następnego dnia rozgrzać piekarnik do 190C, natłuścić blaszkę na magdalenki i nakładać łyżką (najlepiej tak aby nie wychodziły poza muszelkę).  Piec 5 minut w 190 stopniach, następnie wyłączyć na 1 minutę (wyłączenie powinno nadać  tradycyjne pęknięte kształty) i ponownie włączyć na 5 minut, ale ustawić na 160 stopni. Jeszcze ciepłe wyjmujemy z foremki i studzimy na kratce. Najlepiej smakują zaraz po upieczeniu :)

Smacznego! :)


I wspomniany gratis, w postaci mojego małego pomocnika :) Właśnie tak powstaje większość zdjęć na bloga, choć nie zawsze daje się to uchwycić w tak dobrym momencie ;)

"Cześć! Co robisz? Pewnie znów zdjęcia tych pachnących wypieków!"
 
Zapraszam także do obserwowania Happy Kitchen na:  

http://i1316.photobucket.com/albums/t605/Agata_Bielicka/fb_zps5381ab6c.pnghttp://i1316.photobucket.com/albums/t605/Agata_Bielicka/pinterest-icon-flower-red_zps02655f9f.pnghttp://i1316.photobucket.com/albums/t605/Agata_Bielicka/instagram_circle_gray-64_zpsf97bea57.png
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...