26 lipca 2014

Niemiecki chleb ziemniaczany.

Na blogu już tak dawno nie pojawił się żaden chleb, więc gdy tylko zobaczyłam w tv dość prosty przepis na ziemniaczany chleb niemiecki, nie miałam wyboru, musiałam go upiec.

Rzadko oglądam telewizję, a jak już oglądam to zwykle trafiam na program kulinarny. Tak było i tym razem. "Kudłaci kucharze" zainspirowali mnie swoją podróżą do Niemiec i tamtejszym chlebem ziemniaczanym, choć nie tylko (czym jeszcze, okaże się wkrótce :)). Kiedyś słyszałam już o chlebie z ziemniaków, ale jakoś mi się to połączenie "gryzło". Wszystko się zmieniło, kiedy zobaczyłam jak wytwarzali go kudłaci panowie i co z tego wyszło. W domu nie było akurat ziemniaków, ani drożdży, więc zostawiłam sobie pieczenie na kolejny dzień, ale uwierzcie, gdyby były, robiłabym natychmiast!

Jest nieco czasochłonny, bo trzeba obrać i ugotować ziemniaki, później je wystudzić i dopiero zacząć robić prawidłowy chleb, ale warto dla takiego bochenka. Odkąd trwa moja przygoda z wypiekaniem pieczywa chyba nie jadłam tak lekkiego i smacznego chleba. Myślę, że żaden wielbiciel domowego pieczywa nie będzie zawiedziony. U nas na pewno zagości jeszcze nie raz :)


Składniki (1 bochenek):
  • 300 g obranych ziemniaków
  • 300 g mąki pszennej
  • 18 g drożdży świeżych
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 łyżeczka nasion czarnuszki
  • 1 łyżka oleju
Obranych ziemniaków powinno być dokładnie 300 g. Kroimy je w sporą kostkę i zalewamy wodą w rondelku. Gotujemy na średnim ogniu, aż zmiękną (10-15 minut). Po ugotowaniu ziemniaki odcedzamy nad miską, aby płyn z gotowania nam pozostał - wykorzystamy go do zaczynu. Ziemniaki odparowujemy i robimy z nich (za pomocą tłuczka) puree dodając sól i olej. Studzimy.
W 75 ml przestudzonej wody, pozostałej po odcedzeniu ziemniaków, rozpuszczamy drożdże i cukier, dodajemy łyżkę mąki. Odstawiamy na 10 - 15 minut w ciepłe miejsce, aż drożdże "ruszą". W dużej misce mieszamy zaczyn z puree ziemniaczanym, a następnie stopniowo dodawajemy mąkę, aż do uzyskania kulki ciasta (wychodzi ciasto podobne do tego na kopytka). Powstałą kulę wyrabiamy na stolnicy przez 10 minut, podsypując ewentualnie mąką (najmniej jak się da). Ciasto powinno być jednolite i sprężyste. Odstawiamy do wyrośnięcia, w lekko natłuszczonej misce na 60 minut.
Po tym czasie wykładamy ciasto na stolnicę i dzielimy na trzy równe części. Z każdej formujemy wałek o długości około 30 - 35 cm.  Zaplatamy warkocz. Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Przenosimy warkocz.
Przykrywamy go ściereczką i odstawiamy do ponownego wyrastania na ok. 30 minut.
Chleb pieczemy w piekarniku nagrzanym do 220 stopni przez 30-35 minut. Po wyciągnięciu studzimy na kratce.

Smacznego :) 


Chlebek bierze udział w akcji Na zakwasie i na drożdżach, która w lipcu gości na blogu Łucji z bloga Fabryka Kulinarnych Inspiracji :) 

 

24 lipca 2014

Gofry wg. Roux.

Lato, sezon wakacyjny w pełni. Wiele osób spędza ten czas nad Bałtykiem. Będąc nad morzem ciężko jest nie skusić się na choć jednego, pachnącego gofra z bitą śmietaną i owocami, czy zwyczajnie z samym cukrem pudrem. Jak to się mówi "woda wyciąga" i aura sprzyja zajadaniu gofrów w barach :)

Jednak wakacje muszą kiedyś się skończyć, a z nimi i dostęp do tych smakowitości. Nadchodzi nostalgia i tęsknota, myśli "jakie to było pyszne", "szkoda, że nie ma takich w domu". Nic bardziej mylnego, wystarczy zaopatrzyć się w troszkę lepszą gofrownicę (która posłuży na lata) i możemy cieszyć się domowym gofrem, aż do znudzenia :) Z pudrem, bitą śmietaną, owocami, czekoladą - ze wszystkim czego dusza zapragnie. I nie podchodźcie do tego w ten sposób "upiekę pewnie raz, albo dwa i sprzęt będzie się kurzył", nie, nie! Jak raz spróbujecie, będziecie do nich wracać. Gofry na słodki obiad, na słodką kolację, czy śniadanie, albo po prostu, kiedy najdzie Was na nie ochota :)

Na moich zdjęciach akurat wersja z serkiem homogenizowanym i jagodami, ale moje ulubione to te, z domową frużeliną czereśniową :) Przepis podstawowy na te złociste pyszności pochodzi z książki mistrza Roux i jest to chyba jeden z najlepszych.

To co, pieczemy? :)


Składniki (ok. 8 sztuk):
  • 160 g mąki pszennej
  • 15 g cukru
  • szczypta soli
  • 50 g stopionego masła
  • 2 jajka (żółtka i białka oddzielnie)
  • 270 ml mleka
  • kilka kropel esencji waniliowej lub pomarańczowej lub trochę startej skórki z cytryny
Mąkę, cukier, sól, stopione masło, żółtka i 1/3 mleka mieszamy na gładką masę, dolewając stopniowo resztę mleka. Dodajemy ulubiony aromat, odstawiamy na 5 - 10 minut.W tym czasie rozgrzewamy gofrownicę i ubijamy białka z odrobiną soli na sztywno. Za pomocą trzepaczki delikatnie mieszamy pianę z ciastem. Pieczemy gofry około 3 - 4 minut do zezłocenia. Podajemy z ulubionymi dodatkami.
 
Smacznego :)

22 lipca 2014

Lody malinowo - kokosowe z polewą.

Wracam po dłuższej przerwie, którą spowodowała moja górska wycieczka. Wypoczywałam w Tatrach, zbierając siły do dalszych podbojów kulinarnych, ale także poszukiwałam w tym czasie nowych smaków i koncepcji oraz "upiększaczy" do zdjęć ;) Jednak o tym niebawem.

W całym kraju na dobre rozgościło się lato i wysokie temperatury, a taka pogoda sprzyja "kręceniu" domowych lodów. Coraz smaczniejsze i tańsze są także maliny, więc śmiało można skusić się na lody malinowe, a co więcej z dodatkiem mleka kokosowego. Połączenie wypróbowane w ubiegłym roku przy panna cottcie, świetnie sprawdziło się i tu. Dlatego polecam wypróbować w te upalne dni. I w żadnym wypadku nie pomijajcie polewy, bo dodaje tym lodom charakteru i smaku jakiego nie zagwarantuje chyba żadna lodziarnia "na mieście" ;)


Składniki (ok. 1000 ml lodów):
  • 500 ml kremówki
  • 1 szklanka mleka kokosowego
  • 3 żółtka
  • 4 czubate łyżki cukru pudru (lub więcej jeśli lubicie słodsze lody)
  • 250 g malin
Mleko zagotowujemy. Odstawiamy do przestygnięcia. Żółtka ucieramy z cukrem na puszystą masę. Ubijamy śmietanę na sztywno, dodajemy do niej masę jajeczną wymieszaną z mlekiem. Mieszamy wszystko na gładką masę, na koniec dodajemy maliny. Wkładamy do lodówki do schłodzenia (u mnie ok. 1,5h). Następnie postępujemy wg. instrukcji maszynki do lodów. Gotowe lody przekładamy do szczelnie zamykanego pudełka.

Polewa malinowa: 
  • 150 g malin
  • 5 czubatych łyżek cukru
  • 2 łyżeczki żelatyny
Maliny zasypujemy cukrem. Gotujemy na małym ogniu, aż się częściowo rozgotują. Po zagotowaniu, przecieramy maliny przez sito do rondelka (będziemy dalej gotować) żeby pozbyć się pestek. Powstały żel (będzie dość rzadki) zagotowujemy (można dodać więcej cukru jeśli będzie za kwaśny), zdejmujemy z ognia. Dodajemy żelatynę i energicznie mieszamy. Odstawiamy do przestygnięcia. Polewamy lody (dodatkowo można posypać wiórkami kokosowymi).

Smacznego! :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...