31 grudnia 2013

Konfitura pomarańczowa z wanilią. I co przyniósł mi rok 2013.

Kończę ten rok na blogu dość przewrotnie. Po "szale" świątecznych wypieków pojawia się przepis na konfiturę. Można powiedzieć, że zupełnie nie w sezonie na mieszanie w garach owoców. Bo kto to słyszał, żeby zimą robić konfitury?! Ale jednak te z pomarańczy da się zrobić, a mało tego powinno, bo przecież to właśnie teraz cytrusów mamy dostatek i mają przystępną cenę :) Konfitura z pomarańczy ma specyficzny smak, bo nie jest bardzo słodka, ma za to lekko gorzkawy posmak, ale czyni to ją dość oryginalnym smakołykiem :) Dodałam do niej wanilię, ponieważ lubię jej dodatek w przetworach i mogę śmiało powiedzieć, że pomarańcze świetnie się z nią "dogadały" ;)

Konfitura miała zdążyć przed Gwiazdką, jako pomysł na jadalny prezent, ale się nie wyrobiła ;) Mam jednak nadzieję, że za rok ten przepis zostanie "odkopany" i być może ktoś z Was podaruje bliskiej osobie pomarańczowy słoiczek w prezencie :)

A jeśli już mowa o prezentach i podsumowaniu mijającego roku, to ja od staruszka o imieniu 2013 dostałam wielki prezent - BLOGA. I oby jego młodszy kolega 2014 nie zabrał mi weny do jego prowadzenia :) Bo ten prezent (który poniekąd sama sobie sprawiłam ;)) dał (i daje) mi wiele radości i wspaniałych znajomości :) Ale roczek "kończymy" za tydzień i to wtedy przyjdzie czas na większe podsumowania :)

WSZYSTKIEGO NAJSŁODSZEGO W NOWYM ROKU! :)

Składniki:
  • 4 pomarańcze
  • 1 cytryna
  • 2 czubate szklanki cukru
  • 3 szklanki wody
  • 1 laska wanilii  
Pomarańcze i cytrynę dokładnie myjemy i parzymy wrzątkiem. Osuszamy papierowym ręcznikiem. Kroimy każdego pomarańcza i cytrynę na 4 części. Każdą cząstkę z miąższem oddzielamy od skórki, a skórkę oddzielamy od białej części (albedo). Skórkę i miąższ kroimy na drobną kostkę i wrzucamy do garnka. Laskę wanilii przekrawamy wzdłuż i wydrążamy ziarenka. Wrzucamy ziarenka i laskę do pomarańczy. Zalewamy to wszystko wodą i gotujemy na małym ogniu przez ok. 1,5 h. Odstawiamy na 10 - 12 h (lub na całą noc).
Drugiego dnia znów gotujemy owoce na małym ogniu, ale już z dodatkiem 1 szklanki cukru, doprowadzamy do wrzenia. Wyławiamy laskę wanilii. Odstawiamy na 1 - 2 h.
Po upływie tego czasu dodajemy kolejną szklankę cukru, zagotowujemy. Konfitura powinna mieć już odpowiednią gęstość. Przekładamy ją do wyparzonych, czystych słoiczków i odstawiamy do góry nogami (możemy też pasteryzować).

Smacznego! :)

24 grudnia 2013

Dziś bez przepisu. Ale z życzeniami z mojej kuchni.

Tak jak w tytule. Dziś pieczemy i gotujemy z wybranych już przepisów, dlatego też nie będzie nic nowego. To znaczy będą: życzenia. Płynące prosto z mojej kuchni, w której właśnie z piekarnika wychodzą kapuśniaczki, a ich miejsce zajmie sernik królewski. Z kuchni bez której nie byłoby pasji, bloga i Was :)

Moi Drodzy życzę Wam przede wszystkim dużo zdrowia, bo bez niego ani Wy, ani ja nie będziemy mogli realizować naszych pasji i marzeń, życzę Wam także dużo miłości i szczęścia - żeby nigdy tego nie zabrakło w Waszym życiu. No i nie mogłabym nie życzyć Wam smacznych Świąt, z pachnącymi piernikami, makowcami i sernikami na stole! :)

Do napisania po Świętach, Wesołych Świąt! :)))

Agata.

22 grudnia 2013

Śliwki w czekoladzie z marcepanem.

Były hitem zeszłorocznych Świąt. Są miękkie i po prostu rozpływają się w ustach. Jury w składzie najbliżej rodziny uznało, że te które kupowali w sklepie, już więcej nie zostaną kupione, pozostaje tylko wyrób domowy. Z jednej strony można byłoby powiedzieć, że są nieobiektywni, wiadomo, to w końcu rodzina i wypada im chwalić, ale z kolei z drugiej: po co mieliby kłamać, jeśli na prawdę były dobre? :) Tak zachwalali, że kolejna partia wyszła z mojej fabryki dopiero prawie 12 miesięcy później, czyli wczoraj i grzecznie teraz czeka do wtorku (nie dało się uniknąć wstępnej degustacji, bo przecież nikt nie weźmie kota w worku ;)). Dlaczego tyle musieli czekać? Żeby się nie przejadło i żeby znów mój wyrób odebrał certyfikat najwyżej jakości ;) Czy Wy też chcecie otworzyć własną manufakturę i dostać od rodziny dyplom czeladnika - cukiernika? :) Przepis na sukces jest niżej :)


Składniki:
  • 1 opakowanie suszonych śliwek
  • 100 ml rumu
  • 150 g marcepanu
  • 100 g czekolady mlecznej
  • 50 g czekolady gorzkiej
  • 4 łyżki śmietany 30/36 %
Śliwki zalewamy rumem. Odstawiamy na 12 h lub na całą noc. Namoczone śliwki odsączamy i nadziewamy kulkami marcepanu wielkości orzecha laskowego.
Czekolady rozpuszczamy ze śmietaną w kąpieli wodnej. Nadziewamy każdą śliwkę na wykałaczkę i zanurzamy w czekoladzie. Odkładamy na kratkę, aż czekolada zwiąże.

Smacznego! :)


20 grudnia 2013

Trufle kokosowe z migdałowym sercem. Trufle a'la Rafaello.

Niejednokrotnie wspominałam o tym, że blog pozwala rozwijać pasję, dzięki niemu nabieram nowych doświadczeń, codziennie poznaję coś nowego. Można powiedzieć po prostu: motywuje do działania, do chęci bycia jeszcze lepszym: przed samym sobą i przed publicznością, jaką są czytelnicy. Każdego dnia (lub prawie każdego :)) "rozpracowywuję" przepisy, przeglądam fotografie, zachwycam się, myśląc "nie widziałam, że to takie proste", albo zatrważam, bo "to wyższy poziom wtajemniczenia".

Nie ma Gwiazdki bez cukierków, wie o tym każde dziecko i każdy dorosły. W paczce może znaleźć się najlepsza zabawka albo nowoczesny gadżet, ale jak nie ma słodyczy, to jest pewien niedosyt. Bo Święta kojarzą się z większą niż codziennie, ilością łakoci. Chciałam, żeby na blogu znalazły się "cukierki", które możemy zrobić sami i sprawić obdarowywanej osobie jeszcze większą radość, dlatego też kiedy wpadłam na przepis bardzo przypominający znane z reklamy kokosowe kulki, wpadłam w wyżej opisany zachwyt i wiedziałam, że muszę je zrobić :) Nigdy w życiu nie robiłam i  nie miałam pojęcia, że to takie przyjemne i niezbyt czasochłonne zajęcie, a dające niesamowity efekt wizualny, jak i smakowy - moja przyjaciółka, która wpadła na herbatę, myślała, że częstuję ją kupną trufelką ;) Chcecie "wkręcić" świątecznie kogoś bliskiego - efekt gwarantowany! :)


Źródło (z moją modyfikacją): Słodka Pasja

Składniki na ok. 25 sztuk:

  • 200 ml śmietanki kremówki 30/36%
  • 60 g masła
  • 100 g białej czekolady
  • 4 łyżki mleka w proszku
  • 80 g wiórków kokosowych
  • 2 pokruszone wafelki kokosowe w białej czekoladzie po 32 g
  • 2-3 łyżki likieru kokosowego(pominęłam)
  • kilka kropli aromatu migdałowego
  • 25 sztuk blanszowanych migdałów (blanszowanie polega na sparzeniu całych migdałów ze skórką gorącą wodą i opłukaniu ich zimną wodą - skórka sama odejdzie i będą gładkie)

+ wiórki kokosowe do obtoczenia
  
Śmietankę, masło i połamaną czekoladę podgrzewamy w kąpieli wodnej do połączenia się składników, studzimy. Do wystudzonej masy dodajemy mleko w proszku, wiórki kokosowe i pokruszone wafle, mieszamy aż składniki się połączą. Dodajemy kilka kropli aromatu migdałowego i wstawiamy do lodówki na kilka godzin do schłodzenia (wstawiłam na całą noc), z zimnej masy formujemy trufle, wciskamy do środka migdały i obtaczamy je w wiórkach kokosowych.

Smacznego! :) 

19 grudnia 2013

Kapuśniaczki.

Nie ma Świąt bez drożdżowych kapuśniaczków albo pasztecików. Dla mnie może nie być barszczu, ale dodatek do niego być musi - bezwzględnie :) I dlatego choć blog jest raczej "słodki", to one po prostu musiały się tu pojawić :)

Od najmłodszych lat podczas Wigilii na stole mogły znajdować się wyłącznie kapuśniaczki i pierogi z kapustą i grzybami, reszta mnie nie interesowała - takim byłam (i w sumie jeszcze trochę jestem :)) wybrednym smakoszem postnych dań :) Ciężko było przekonać mnie do jednego z kilku przygotowanych rodzajów ryb, zupy grzybowej, czy barszczu, ale za to kapuśniaczki były i są dla mnie podczas Świąt jak słone paluszki na nasiadówce czy imprezie - nieświadomie wyciągam dłoń po kolejne sztuki :)

Tak bardzo je lubię, że postanowiłam obmyślić na nie własną recepturę, taką co to będzie przekazywana "z pokolenia na pokolenie" :))) I wyszło bardzo fajnie, bo znikały jak wyżej wymienione paluszki ;) a 2 sztuki, które jakimś cudem uchowały się do 2 dnia po upieczeniu też zostały zjedzone ze smakiem, niczym dopiero co upieczone i wyjęte z pieca, tak więc macie pewność, że nawet w drugi dzień Świąt Wasi goście nie będą zawiedzeni, bo kapuśniaki długo zachowują świeżość, choć wiadomo, że najlepsze są te jedzone w Wigilię :)


Składniki (ok. 24 sztuki):

Ciasto:
  • 20 g drożdży
  • 3/4 szklanki letniego mleka
  • 1 łyżeczka cukru
  • 300 g mąki
  • 30 g masła
  • 1 jajko
  • 5 g soli
Farsz:
  • 500 g kapusty kiszonej
  • duża garść suszonych grzybów (ok. 20 g)
  • 1 średnia cebula
  • sól, pieprz
Przygotowujemy farsz. Grzyby zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na ok. 30 min. W tym czasie kapustę dość drobno kroimy, wrzucamy do garnka, podlewamy ok. 1/2 - 1 szklanką wody i gotujemy na małym ogniu.
Grzyby odsączamy, kroimy na małe kawałki i wrzucamy do gotującej się kapusty - mieszamy (w razie potrzeby podlewamy jeszcze trochę wodą).
Cebulę obieramy i kroimy w kostkę, podsmażamy i wrzucamy do garnka z kapustą i grzybami.
Doprawiamy wszystko solą i pieprzem do smaku. Gotujemy aż kapusta będzie miękka. Odstawiamy do wystudzenia.
Przygotowujemy ciasto (najlepiej w czasie gdy gotuje się farsz).  
Robimy rozczyn z drożdży, cukru, 1/2 szklanki mleka i łyżki mąki. Odstawiamy na ok. 15 min aż "ruszy".
Mąkę mieszamy z solą, dodajemy rozczyn, resztę mleka i jajko. Wyrabiamy ciasto drewnianą szpatułką. Pod koniec wyrabiania dodajemy rozpuszczone masło - wyrabiamy dalej dłońmi, aż do uzyskania elastycznego, gładkiego ciasta.
Wkładamy ciasto do miski oprószonej mąka i odstawiamy na ok. 1,5 h w ciepłe miejsce żeby podwoiło objętość.
Wyrośnięte ciasto wykładamy na omączony blat, dzielimy je na dwie porcje i pierwszą rozwałkowujemy na prostokąt o wymiarach ok. 20 x 50 cm. 
Rozkładamy na 1/2 części ciasta połowę farszu i przykrywamy go drugą częścią wzdłuż dłuższego boku, dokładnie sklejamy, tak żeby powstał wałek. Kroimy go ostrym nożem na pojedyncze kapuśniaczki. Analogicznie postępujemy z drugą porcją ciasta.
Układamy kapuśniaczki na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Smarujemy je rozkłóconym białkiem i posypujemy makiem.
Pieczemy ok. 20 min w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Studzimy na kratce.

Smacznego! :)

18 grudnia 2013

Sernik z makiem. Seromakowiec.

W jeden z ostatnich weekendów upiekłam dwa serniki. Oba wyszły pyszne i z obu byłam dumna jak paw (pierwszy mogliście już zobaczyć tu) :)  To były bardzo dobre, sernikowe dni. Ciężko teraz uwierzyć w to, że kiedyś w kuchni mógł "tworzyć się" sernik i kompletnie mnie to nie interesowało, był "ble" i tyle. Teraz robię je sama i zastanawiam się nad cechami, które wyróżniają jeden od drugiego. Cóż, człowiek jest nieobliczalny i zmienny (a szczególnie kobieta :)) i teraz jestem ich wielką miłośniczką :) Nigdy nie robiłam seromakowca (bo nie lubiłam.. :)), był to mój absolutnie pierwszy raz z tego typu wypiekiem i wyjątkowo udany ;) Prezentuje się okazale, tak jak powinien prezentować się sernik na Boże Narodzenie, a wszystko to dzięki warstewce makowej, która błyszczy i mieni się w świetle, nawet piękniej niż nie jedna bombka na choince :)))


Inspiracja: Słodki Świat Kasi

Składniki (tortownica 20 cm):

Spód:
  • 150 g mąki pszennej
  • 85 g  twardego, zimnego masła lub margaryny
  • skórka otarta z 1/3 cytryny 
  • 50 g cukru pudru (przesianego)
  • 1 małe żółtko 
  • 1 łyżka zimnego mleka
Masa makowa:
  • 450 g masy makowej (przepis na domową masę znajdziecie tu)
  • 1 duże jajko
  • 90 g cukru
  • 2 czubate łyżki kaszy manny
Masa serowa:
  • 500 g twarogu (3 - krotnie mielonego lub serka z wiaderka)
  • 75 g masła lub margaryny
  • 125 g cukru
  • 2 duże jajka
  • 1/2 budyniu waniliowego/śmietankowego (20 g)
  • 1/2 łyżki mąki ziemniaczanej
+ mak do posypania wierzchu sernika

Mąkę i masło pokrojone na kawałki wkładamy do miski, miksujemy na wysokich obrotach, aż do powstania kruszonki. Dodajemy skórkę cytrynową oraz cukier puder, nadal miksujemy. Na koniec dodajemy żółtka i mleko, miksujemy do połączenia składników. Wyjmujemy ciasto z misy i formujemy na blacie kulę. Zawijamy w folię i wkładamy do lodówki do schłodzenia na 1 godzinę lub całą noc. 
Schłodzone ciasto rozkładamy na tortownicy i podpiekamy 10 - 15 min w temperaturze 170 - 180 stopni. Wyjmujemy i całkowicie studzimy.
Przygotowujemy masę makową. Jajko ubijamy z cukrem na puch, dodajemy masę makową i kaszę mannę. Wszystko dokładnie mieszamy. Odstawiamy.
Przygotowujemy masę serową. Jajka ubijamy z cukrem na puch, stopniowo dodajemy twaróg i miękkie masło lub margarynę, następnie dodajemy proszek budyniowy i mąkę ziemniaczaną.
Na podpieczony spód wykładamy masę makową, a następnie masę serową. Wierzch posypujemy równomiernie  makiem, żeby utworzyła się cienka warstewka.
Sernik pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez ok. 60 min. Następnie zmniejszamy temperaturę do 160 i pieczemy jeszcze ok. 10 min.
Wyjmujemy i pozostawiamy do całkowitego wystudzenia na kratce.

Smacznego! :) 

16 grudnia 2013

Pierniczki jak alpejskie.

Powiem tyle: oryginalne przy nich "wysiadają" :) Piekłam w życiu kilka rodzajów pierniczków i te są najbardziej "popierniczone" :) Należę do grupy osób, która lubi te grubiutkie i mięciutkie, "chrupacze" (bo tak nazywam wszystkie cienkie, "choinkowe") też są smaczne, ale jednak piernik, to piernik i trzeba się w niego dobrze wgryźć :) Z naszej porcji przewidzianej na Święta co chwile znika gwiazdka albo choinka, "giną" w niejasnych okolicznościach.. Najczęściej w puszcze nie widzę tych ubranych w lukier :) Nie wiem, czy do Gwiazdki zostanie choć jeden :)

Piekąc te pierniczki skorzystałam z przepisu Doroty z Moich Wypieków. Jak podaje, pierniczki dobrze jest upiec 2 tygodnie przed Świętami, żeby były idealnie miękkie, ja ze swojej strony dodałam nieco mniej miodu i moje były mięciutkie przez cały czas, zarówno pierwszego dnia, jak i po tygodniu oraz po dwóch, tak więc spokojnie zdążycie je upiec, mimo że zostało 7 dni i na pewno będą pyszne! :) A nawet ciężko będzie im dotrwać do 24, jeśli zabierzecie się za nie jeszcze dziś ;)


Składniki:
  • 1 kg mąki pszennej
  • 8 żółtek
  • 3 białka
  • 1,5 szklanki cukru
  • 3 łyżki kakao
  • 200 ml gęstej, kwaśnej śmietany
  • 3 łyżeczki sody
  • 4 łyżeczki przypraw (2 cynamonu, 1 goździków, 1/2 kawy rozpuszczalnej, 1/2 pieprzu), można dodać przyprawę do pierników
  • 1 kostka masła/margaryny (250 g)
  • 1 słoik miodu (400 g) - dałam 100 g mniej, tj. 300 g
Dzień przed pieczeniem:
Kakao wymieszać z mąką w dużej misce, odstawić. Miód zagotować z przyprawami, odstawić, włożyć masło, poczekać aż się rozpuści, a potem wystygnie. W śmietanie rozpuścić sodę, odstawić - śmietana zwiększy swą objętość (powinna mieć temperaturę pokojową). Białka ubić na pianę, dodać cukier, ubijając, dodawać żółtka. Ubite jaja wlewać do mąki i delikatnie wymieszać, wlać miód i dalej mieszać. Na koniec dodać śmietanę z sodą. Ciasto będzie dość rzadkie. Odstawić je przykryte w chłodne miejsce, w ciągu 24 godzin zgęstnieje.

W dniu pieczenia:
Ciasto podsypać mąką, rozwałkować na grubość 3 mm (nie cienko, najsmaczniejsze są te grubsze pierniczki) i wykrawać pierniczki. Mocno podsypywać mąką.
Blachę wyłożyć papierem lub folią aluminiową, pierniczki ułożyć w pewnej odległości od siebie.
Piec w temperaturze 180ºC przez 7-12 minut (w zależności od grubości i wielkości, ja piekłam 7 minut). Studzić na kratce. Można pierniczki polukrować lub ozdobić. 

Lukier: 
  •  3/4 szklanki cukru pudru
  • 2 łyżki gorącej wody
Gorącą wodę dodajemy do cukru pudru i mieszamy do uzyskania pożądanej gęstości lukru. Następnie lukrujemy rogaliki i odkładamy na kratkę do wyschnięcia. 

Smacznego :)

13 grudnia 2013

Prosty piernik z melasą.

Kupiłam słoiczek melasy, bo bardzo chciałam wypróbować przepis na pierniczki szwedzkie. Nie wykorzystałam całego, więc cały czas w głowie tkwiła mi myśl, jak wykorzystać resztę, albo chociaż kolejną część. Melasa jest nazywana czarnym złotem, ma konsystencję płynnego miodu, ale za sprawą swojej barwy, nadaje wypiekom ciemniejszy kolor niż on, a także troszkę inny smak (według mnie - ostrzejszy). Po raz kolejny w poszukiwaniu inspiracji i idealnego przepisu wpadłam na bloga Bea w kuchni, który jest ich prawdziwą skarbnicą. Skoro były pierniczki, pomyślałam, że teraz czas na piernik. Piernik z melasą, będzie świetną propozycją dla osób poszukujących nowych smaków w kuchni, tak jak ja :) Jest wilgotny i dość ciężki, zmieniłam w nim dwie rzeczy, chcąc wykorzystać to miałam w kuchennych szafkach i tak kandyzowany imbir zastąpiłam kandyzowaną skórką pomarańczową, a syrop imbirowy, domowym syropem piernikowym. I mogę powiedzieć, tak na zachętę, że wszyscy, którzy go próbowali, byli zachwyceni i podstawiali talerzyki po kolejny kawałek, a i co najważniejsze jest naprawdę prosty do wykonania! :)


Składniki (proporcje na klasyczną keksówkę):
  • 125 g masła
  • 125 g melasy (możemy wymieszać z miodem lub użyć tylko miodu)
  • 75 g ciemnego cukru trzcinowego
  • 160 g mąki pszennej (dałam 190 g)
  • 80 g mąki żytniej (dałam 50 g)
  • 2 łyżeczki zmielonego imbiru
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1/2 łyżeczki sody
  • spora szczypta soli
  • 2 jajka
  • 160 ml jogurtu (dałam 150 ml mleka)
  • 5 łyżeczek kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 3 łyżeczki syropu piernikowego
+ cukier puder do oprószenia  

Piekarnik rozgrzać do 170°. 
Formę natłuścić i lekko wysypać mąka (lub wyłożyć papierem do pieczenia).
Masło, melasę i cukier rozpuścić na wolnym ogniu, przestudzić.
Mąkę, przyprawy, sodę i sól wymieszać, przesiać i dodać do roztopionego masła; mieszając dodawać jajka, jogurt lub mleko, syrop piernikowy i kandyzowaną skórkę pomarańczową. Masę przelać do formy i piec ok. 50 minut. Pozostawić w formie na ok. 15 minut, a następnie wystudzić na kratce. Wystudzony piernik oprószamy cukrem pudrem. 


Smacznego! :) 

*Piernik ten jeszcze lepiej smakuje po kilku dniach, dlatego można szczelnie zawinąć go w folię i pozostawić tak na 1-3 dni.

10 grudnia 2013

"Rogaty" makowiec drożdżowy.

Jestem pod wpływem wszystkiego co "rogate" :) Jednak w ogóle nad tym nie ubolewam i nie sądzę, że coś jest ze mną nie tak i że muszę od tego uciekać :)) Wręcz przeciwnie otaczam się kolejnymi rogaczami w bardziej lub mniej dosłowny sposób: wykrawaczka, ozdobna poszewka na poduszkę, porcelanowa figurka, poluję też na kubek i chyba sprawię go sobie w ramach takiego małego przedświątecznego prezentu :) Wszystko z wizerunkiem renifera tudzież jelonka albo łosia jest miłym, zimowym akcentem :) Ale rogacze to nie tylko rzeczy materialne, otaczam się nimi chociażby piekąc pierniczki i ten rogaty makowiec :) W moim makowcu połowa poroża jest nieco "podłamana" (nie zrobiłam tego celowo, niestety nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak nasze ciasto zachowa się w piekarniku :)), ale i tak widać w nim sympatycznego, uśmiechniętego, świątecznego renifera :) Można byłoby powiedzieć: "tylko go schrupać" :)


Przepis (zmodyfikowany) pochodzi z książki Kasi "Moje ciasto".

Składniki (keksówka o wym. ok. 12 x 27 cm ): 

Ciasto:
  • 50 g masła lub margaryny
  • 2 szklanki mąki
  • 1/3 szklanki cukru
  • 1/2 szklanki mleka
  • 2 duże jajka
  • 20 g drożdży
  • 2 łyżki cukru waniliowego
  • szczypta soli
 Nadzienie i wierzch:
  • 450 g masy makowej (przepis na domową masę znajdziecie tu)
  • 2 łyżki kaszy manny
  • 50 g rodzynek
  • 2 łyżeczki likieru cytrynowego
  • 2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
Tłuszcz rozpuszczamy w garnuszku na małym ogniu. Studzimy. Robimy rozczyn z drożdży, połowy mleka, łyżki mąki i łyżeczki cukru - mieszamy i odstawiamy na ok. 15 min aż "ruszy".
W misce mieszamy mąkę, cukier, cukier waniliowy i sól. Wlewamy resztę mleka i gotowy rozczyn. Wyrabiamy, na końcu dodajemy rozpuszczony tłuszcz. Możemy ew. podsypać trochę mąki, ciasto powinno być gładkie i elastyczne.  Wkładamy ciasto do obsypanej mąką miski i odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 1 h w ciepłe miejsce (musi podwoić objętość).
Przygotowujemy nadzienie: rodzynki mieszamy w miseczce z likierem, a a w drugiej misce masę makową z kaszą. Odstawiamy.
Wyrośnięte ciasto wyjmujemy na papier do pieczenia oprószony mąką i rozwałkowujemy na duży prostokąt (o wym. ok. 20 x 40 cm). Rozkładamy na cieście równomiernie masę makową i zwijamy ciasto wzdłuż dłuższego boku od jednej i drugiej strony do środka, tworząc rogi. Przekładamy zawinięte ciasto razem z papierem do formy i odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 0,5 h.
Wyrośnięte ciasto smarujemy rozkłóconym białkiem, posypujemy środek odsączonymi rodzynkami i skórką pomarańczową.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 160 stopni i pieczemy przez ok. 40 min.
Po wyjęciu studzimy na kratce nie wyjmując makowca z foremki przez 15 min. Następnie wykładamy go na kratkę do całkowitego wystudzenia.

Smacznego! :)

8 grudnia 2013

Kruche ciasteczka z pistacjami, suszoną żurawiną i morelami. Cranberry Noel.

Nie lubię robić ciastek. Ale lubię je jeść. Wolałabym, żeby ktoś piekł je za mnie.. :) Chociaż w sumie wyrabiać i piec to ja mogę, ale wykrawać i drżącymi dłońmi przekładać na blachę to już nie..  ;) po prostu jest to zbyt stresujące zajęcie, a bo to się coś urwie albo źle wykroi albo jeszcze za cienko rozwałkuję ciasto.. :) Blogerka kulinarna nie powinna tak pisać, ale przecież każdy ma jakieś "bolączki", ja zwyczajnie wolę ciastka proste, takie jak te: wałeczek, do zamrażarki, później plastereczki, do pieca i gotowe! :) Szybkie, ale pachną podczas pieczenia tak, że 10 min dłuży się niemiłosiernie i chciałoby się zjadać je natychmiast, bez czekania na wystudzenie i nie myśląc o ewentualnym poparzeniu rąk i języka. Czas "znikania" i "rozpad w żołądku" trwa krócej niż czas pracy nad nimi :) Spróbujecie? :)


P.S Te ciasteczka mogą być świetnym, jadalnym prezentem dla bliskich :) Coś innego zamiast pierniczków :)


Ten wspaniały przepis z moją modyfikacją pochodzi ze strony Bea w kuchni

Składniki:
  • 175 g masła
  • 75 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • szczypta soli
  • 1 łyżka mleka
  • 250 g mąki
  • 30 g posiekanych pistacji
  • 25 g suszonej żurawiny
  • 25 g suszonych moreli
+ ew. 1 białko oraz 50 g drobno posiekanych pistacji do obtoczenia ciasteczek 

Masło ucieramy w misie, dodajemy cukier puder, sól, mleko i ucieramy do białości. Dodajemy pistacje i pokrojoną na mniejsze kawałki żurawinę oraz morele, następnie dodajemy mąkę i dobrze wszystko mieszamy. Dzielimy ciasto na dwie części i z każdej forujemy wałeczek o średnicy ok. 4 cm. Można posmarować ciasto białkiem po czym obtoczyć wałeczki w drobno posiekanych pistacjach (ja nie obtaczałam). Zawijamy wałki w folię i wkładamy do zamrażalnika na ok. 20-30 minut. Następnie kroimy na 5-7 mm ‘plasterki’. Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia (niezbyt blisko siebie) i pieczemy ok. 10-12 minut w temp. 200°. Studzimy na kratce i przechowujemy w hermetycznym pudełku (zapewniam, że nie spędzą tam dużo czasu, o ile w ogóle tam trafią ;)).

Smacznego! :)


6 grudnia 2013

Sernik z białą czekoladą.

Pomimo, że nie jest równiutki i nie wygląda jak egzemplarz z najlepszej cukierni w Nowym Jorku i tak jest najlepszym sernikiem, który zrobiłam w swojej kulinarnej karierze, i jestem z niego niesamowicie dumna. Pierwszy raz zdarzyło mi się upiec tak wymagające ciasto jakim jest sernik, w sposób tak spontaniczny, ponieważ jednego dnia kupiłam grudniową Kuchnię (z przepiękną, śnieżną sesją Pauliny Kolondry, gdzie pojawił się m. in. ten sernik - zdjęcie miało dużą siłę przyciągania :))), a na drugi dzień rano już "kręciłam" :) Jest dość czasochłonny, wymaga cierpliwości i "mocnych nerwów" w czasie pieczenia (w kąpieli wodnej), bo myśli wypełniają pytania "czy na pewno dobrze obłożyłam folią, czy nie przecieknie? itp. itd." Ale jeśli jeszcze nie wybraliście i wciąż zastanawiacie się jaki sernik upiec na Święta, to jest to zdecydowanie dobra opcja i choć dość innowacyjna w stosunku do tych tradycyjnych, warta wypróbowania :)


Składniki (tortownica 20 cm) - przepis pochodzi z Magazynu Kuchnia 12/2013 z moimi modyfikacjami:

Spód:
  • 250 g pokruszonych, kakaowych herbatników typu petit berry
  • 125 g stopionego i schłodzonego masła
Składniki mieszamy i rozkładamy na tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Podpiekamy w piekarniku nagrzanym do 160 stopni przez ok. 5 - 10 minut. Studzimy.

Masa serowa:
  • 100 g białej czekolady, posiekanej
  • 100 g jogurtu naturalnego
  • 2 jajka
  • 1 laska wanilii
  • skórka otarta z cytryny
  • 500 g twarogu (3xmielonego lub serka  z wiaderka)
  • 100 g cukru
Czekoladę mieszamy z jogurtem w miseczce, rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Ubijamy jajka z ziarenkami wyskrobanymi z laski wanilii i skórką cytrynową. Ucieramy twaróg z cukrem na najniższych obrotach. Dodajemy ciepłą czekoladę, zwiększamy obroty do średnich i ucieramy 2 -3 min. Dodajemy masę jajeczną i ucieramy aż wszystkie składniki się połączą. Wylewamy masę na podpieczony spód. Formę szczelnie owijamy z zewnątrz folią aluminiową, stawiamy na głębokiej blasze wypełnionej gorącą wodą (powinna sięgać mniej więcej do 3/4 wys. tortownicy). Pieczemy 40 min w temp. 160 stopni.

Wierzch:
  • 100 g białej czekolady
  • 100 ml śmietany 18%
  • 100 ml śmietany kremówki (30/36%)
Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej, ciepłą miksujemy z obiema rodzajami śmietany. Smarujemy gorący sernik. Znów wstawiamy do piekarnika i pieczemy jeszcze 5 - 10 min. Po wyjęciu studzimy całkowicie, a następnie wstawiamy na godzinę do lodówki. Dopiero potem kroimy na porcje.

Smacznego! :)


2 grudnia 2013

Pierniczki szwedzkie. Pepparkakor.

Do momentu, gdy na niebie będziemy szukać pierwszej gwiazdki zostały trzy tygodnie. Można powiedzieć, że aż trzy albo tylko trzy. To najwyższa pora, aby zacząć robić pierniczki :-) Pierniczki, które wymagają"leżakowania". Do takich pachnących przyprawą korzenną ciasteczek, należą szwedzkie Pepparkakor.
Wszystkie osoby, które miały okazję bywać w Ikei, gdy ten sklep dopiero "raczkował" w naszym kraju, na pewno pamiętają zapach pierników pieczonych na terenie hali dla najmłodszych klientów. Do grupy 6+ należałam m.in. ja :) i wspominam ten czas z wielkim sentymentem,  było to coś nowego i wyjątkowego, bo: "jak to jest możliwe, że w sklepie z meblami. przed świętami piecze się pierniczki, które pachną tak wspaniale i są przepyszne ?!" :) Ikeowskie Pepparkakor znają dziś już chyba wszyscy, ze względu na ich wyjątkowy imbirowy, dość ostry smak i ten sam, imbirowy zapach, który przypomina, że pierniczki mają rozgrzewać, wszak pochodzą przecież z zimnej Skandynawii :) Pomyślałam, że warto spróbować odtworzyć je w domu, odtworzyć wspomnienie z dzieciństwa :)

 Przepis (z moimi małymi zmianami) pochodzi ze strony: White Plate

Składniki:
  • 150g melasy (syropu z buraków, syropu z daktyli lub syropu klonowego)
  • 110g masła
  • 100g brązowego cukru (dałam trzcinowy)
  • 375g mąki (można dodać więcej, jeśli masa bardzo się klei)
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki mielonego imbiru (dałam 2)
  • 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki mielonych goździków
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 duże jajko1 łyżeczka przyprawy do pierników 
W małym garnuszku podgrzej melasę, masło i cukier, od czasu do czasu mieszając. Podgotuj lekko do czasu, aż kryształki cukru się rozpuszczą. Zdejmij z ognia i odstaw na pół godziny, by przestygło.W dużej misce przesiej mąkę, proszek do pieczenia, przyprawy i sól. W środku zrób wgłębienie i dodaj jajko razem z melasą.
Zagnieć przy pomocy miksera - zagniatanie ręczne jest trudne ze względu na fakt, że ciasto jest bardzo klejące. Dodaj odrobinę mąki jeśli ciasto będzie zbyt klejące do tego, by ulepić z niego kulę. Przykryć kulę folią przezroczystą i schłodzić w lodówce ok. 2 godziny.

Piekarnik rozgrzej do temp. 175 st C. Odkrawając małe porcje ciasta, rozwałkuj je (im cieniej, tym lepiej) na oprószonej mąką stolnicy lub na silikonowej macie. Następnie foremkami wytnij dowolne kształty.
Piecz na papierze lub na macie silikonowej przez 8-10 minut - do czasu aż brzegi pierniczków zaczną się rumienić. Uważaj, im cieńsze są pierniczki, tym krótszy czas pieczenia.

Trzymaj w szczelnie zamkniętej puszce tak długo, jak długo zdołasz im się oprzeć. Z każdym kolejnym dniem stają się smaczniejsze.

Smacznego! :)



29 listopada 2013

Kruche makowe babeczki z powidłami śliwkowymi.

Dziś zacznę nietypowo. Uwielbiam Tk Maxx i zostawiam tam zbyt dużą część zawartości mojego portfela, ale gdyby nie ten sklep, na blogu nie znalazłby się przepis na te urocze, pyszne babeczki :) W żadnym wypadku, nie podają tam przepisów kulinarnych przy kasie ;) Ale sprzedają je w anglojęzycznych książkach, które można "dorwać" tam często za połowę wyjściowej ceny. Uwielbiam kupować książki o tematyce kulinarnej i "najadać się" zamieszczonymi fotografiami i opisami przygotowania. Nie mogłam więc nie zasilić mojego księgozbioru w książkę "Gorgeous cakes" Annie Bell, którą znalazłam właśnie w TK. Ten wstęp nie jest reklamą sklepu, a chęcią podzielenia się z Wami miejscem, w którym często bywam. Kto wie, może spotkamy się tam podczas zakupów? :)

A teraz do rzeczy. W książce Annie Bell znalazły się m.in. przepisy na wypieki Bożonarodzeniowe i już w momencie, gdy kartkowałam ją w sklepie miałam kilka typów do wypróbowania właśnie w okresie przedświątecznym. Jak możecie się domyślić, na liście znalazły się oczywiście kruche makowe babeczki. To zdecydowany hit dla miłośników maku, choć nie tylko :) Zachwyciło mnie w nich absolutnie wszystko. Od idealnie kruchego, lekko cytrynowego ciasta, przez dużą ilość masy makowej (która wypełnia je po sameee brzegi :)), aż do prostoty wykonania i zarazem fajnego efektu wizualnego gotowych babek. Na naszym świątecznym stole na 99% zastąpią klasyczny makowiec (no chyba, że przez niecały miesiąc znajdę coś lepszego, choć wątpię ;)), zachęcam do ich zrobienia także Was - będziecie zbierać pochwały od rodziny, gwarantuję! :)


Przepis (z moim tłumaczeniem i zmianami) pochodzi z książki "Gorgeous cakes" Annie Bell

Składniki (24 sztuki):

Ciasto:
  • 450 g mąki pszennej
  • 250 g twardego, zimnego masła lub margaryny
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 150 g cukru pudru (przesianego)
  • 2 małe żółtka
  • 3 łyżki zimnego mleka 
Nadzienie:
  • ok. 800 - 900 g masy makowej (przepis na domową masę znajdziecie tu)
  • 1 słoiczek powideł śliwkowych (można pominąć, ale polecam - w oryginalnym przepisie nie występują)
Mąkę i masło pokrojone na kawałki wkładamy do miski, miksujemy na wysokich obrotach, aż do powstania kruszonki. Dodajemy skórkę cytrynową oraz cukier puder, nadal miksujemy. Na koniec dodajemy żółtka i mleko, miksujemy do połączenia składników. Wyjmujemy ciasto z misy i formujemy na blacie kulę. Zawijamy w folię i wkładamy do lodówki do schłodzenia na 1 godzinę lub całą noc.
Schłodzone  ciasto dzielimy na pół, obie części rozwałkowujemy na grubość ok. 3 mm. Z pierwszej części wykrawamy 24 kółka np. za pomocą szklanki (średnica powinna być zbliżona do średnicy otworu w formie na babeczki), a z drugiej 24 gwiazdki, które umieścimy na wierzchu każdej babeczki. Otwory w formie delikatnie smarujemy tłuszczem. Każdy otwór w formie "wyklejamy" kółkami z ciasta. Do każdej babeczki nakładamy 1 łyżkę masy makowej i 1 łyżeczkę powideł. Na każdej babeczce umieszczamy gwiazdkę. 
Babeczki pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez ok. 15 min (aż będą złociste :)).
Babeczki doskonale smakują zarówno na ciepło jak i na zimno :)

Smacznego! :)



26 listopada 2013

Angel Food Cake. Anielskie ciasto na białkach z różanym kremem z ricotty.

A gdyby tak na tegoroczne Święta upiec coś innego oprócz tradycyjnego sernika i makowca? :) Coś lekkiego, ale prezentującego się bardzo okazale, coś co będzie na pewno ozdobą stołu, mimo tego, że jest "biszkoptem tylko na białkach" :) Myślę, że "Aniołek", bo tak pieszczotliwie można nazwać to ciasto, zachwyci Waszych gości zarówno wyglądem, jak i smakiem i idealnie wpisze się w klimat Bożego Narodzenia :) Lubię przeglądać zagraniczne strony w poszukiwaniu inspiracji, często napotykam na wyjątkowe cuda, obok których nie można przejść obojętnie. Tak było i tym razem. Angel Food Cake, to ciasto, którego smaku nie można porównać do niczego innego, jest po prostu anielskie. Wywodzi się z Ameryki i jest tam tak popularne, że wymyślono dla niego specjalną formę. Można jednak poradzić sobie bez niej, piekąc ciasto w klasycznej keksówce i nie działa to na minus w kwestii urody Aniołka :) Jest wiele możliwości, jeśli chodzi o zdobienie ciasta, ja postawiam na wiórki, bo wydawały mi się najbardziej anielskie - dodają Aniołkowi skrzydeł! :)

Przepis i wskazówki zaczerpnęłam ze strony Moje Wypieki, inspiracja: Pinterest

Składniki na 1 keksówkę:

  • 3/4 szklanki i 2 łyżki mąki pszennej tortowej
  • 1 szklanka drobnego cukru do wypieków
  • 1 szklanka białek (z 7 - 10 jajek w zależności od rozmiaru)
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka świeżo wyciśniętego soku z cytryny
  • 1 łyżeczka winianu potasu (cream of tartar) - niekoniecznie*

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

1/3 szklanki cukru mieszamy z mąką, przesiewamy, odkładamy.

W misie miksera umieszczamy białka. Ubijamy na średnich obrotach, do momentu spienienia się białek, przez około 40 - 60 sekund. Dodajemy sól i sok z cytryny. Zwiększamy trochę prędkość i ubijamy do momentu uzyskania prawie sztywnej piany z białek, przez 1,5 - 2,5 minuty. Piana nie może być zbyt sztywna.

Zmniejszymy obroty miksera na najwolniejsze i wolno dosypujemy resztę cukru, cały czas ubijając. Zwiększamy obroty i ubijamy przez chwilę do momentu uzyskania sztywnej piany (i jeszcze raz: nie tak sztywnej, jak przy bezach i nie suchej).

Do powstałej piany w pięciu turach dodajemy przesianą mąkę z cukrem, delikatnie mieszamy szpatułką do połączenia po każdym dodaniu. Białka nie powinny opaść.

Przygotowujemy keksówkę o wymiarach 30 x 11 cm. Formy nie wolno smarować tłuszczem, wysypywać mąką lub wykładać papierem do pieczenia! Keksówka powinna być sucha, by białka mogły się do niej przykleić i by ciasto nie opadło.

Masę białkową przekładamy do formy. Kilka razy surowe ciasto 'przecinamy' nożem w formie (ma to na celu usunięcie dużych pęcherzy powietrza), wyrównujemy.
Pieczemy w temperaturze 180 - 190ºC przez około 45 minut. Ciasto powinno wyrosnąć ponad foremkę, a pod sam koniec pieczenia (10 - 15 minut przed końcem) może opaść do jej poziomu. Może również popękać. Podczas pieczenia nie wolno otwierać piekarnika. Po upieczeniu sprawdzamy, czy ciasto jest wypieczone, wkładając w jego środek patyczek (nie powinno być na nim śladów surowego ciasta).

Ciasto wyjmujemy z piekarnika i studzimy na kratce, kładąc je na niej do góry nogami (zapobiega to opadaniu ciasta po upieczeniu). Pozostawiamy do całkowitego wystudzenia. Po tym czasie delikatnie szpatułką oddzielamy ciasto od boków formy i lekko stukamy by ciasto oddzieliło się od spodu.

Różany krem z ricotty:
  • 250 g ricotty
  • 200 ml śmietany kremówki (30/36%)
  • 1,5 łyżki wody różanej
+ wiórki kokosowe do posypania (białe lub kolorowe - dowolny kolor możemy uzyskać poprzez dodanie dowolnego barwnika w proszku rozpuszczonego w niewielkiej ilości wody do wiórek - dokładnie mieszamy wiórki z barwnikiem i suszymy na tacy)

Śmietanę ubijamy na sztywno, stopniowo dodajemy ricottę, aż masa będzie zwarta i gęsta. Na koniec dodajemy wodę różaną. Wstawiamy masę na 10 - 15 min do lodówki. 
Dekorujemy ciasto schłodzoną masą, obkładając boki i górę, wyrównujemy. Wierzch posypujemy wiórkami kokosowymi.

Smacznego! :)

* Winian potasu (cream of tartar) - jego dodatek nie jest niezbędny w przepisie. Poradziłam sobie bez niego - warunkiem jest ubicie piany z białek dokładnie według powyższego przepisu. Bardzo ważny jest również dodatek soli i soku z cytryny - działają jak winian potasu, stabilizując pianę z białek. Składniki te dodajemy po doprowadzeniu piany do stanu 'spienienia'. Dzięki ich dodatkowi piana bardziej zwiększa swoją objętość i dłużej nie opada. Osoby, które nie mają szczęścia do sufletów, bezy, Pavlovej lub.. Angel Food Cake powinny się zaopatrzyć w cream of tartar. Jedno pudełeczko wystarczy Wam na wiele deserów bezowych. MW


24 listopada 2013

Piernikowe sernikobrownie.

Lubicie brownie? A sernikobrownie? A co powiecie na sernikobrownie z dodatkiem przyprawy piernikowej? Brzmi ciekawie, intrygująco? Więc to ciasto, to coś dla Was :) Nie jest typowo świąteczne, ma wprowadzać w klimat Bożego Narodzenia, jest proste, ale smaczne, w Adwencie nie wskazane jest przygotowywanie wystawnych potraw, bo wykwintne smakołyki zarezerwowane są na czas Świąt. Ale chęć zjedzenia sernika, czy piernika w okresie przedświątecznym zawsze się pojawia, więc piernikowe sernikobrownie to idealna opcja, aby zaspokoić ochotę na tą smaczną dwójkę "za jednym kęsem" ;))


Składniki (forma 20 x 30 cm):

Piernikowe brownie (Moje Wypieki):

  • 115 g masła
  • 90 g gorzkiej czekolady
  • 2/3 szklanki cukru
  • 2/3 szklanki mąki pszennej
  • 1/4 szklanki kakao
  • 2 duże jajka
  • 1 łyżeczka startego obranego świeżego imbiru
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki zmielonego imbiru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/8 łyżeczki zmielonych goździków

Masło i czekoladę roztapiamy w garnuszku, mieszamy od czasu do czasu, do otrzymania gładkiej masy. Zdejmujemy z palnika, dodajemy pozostałe składniki i miksujemy. Formę wykładamy papierem do pieczenia.

2/3 masy (resztę zostawiamy na wierzch) wykładamy (będzie gęsta) do formy. Przygotowujemy masę serową.

Masa serowa:
  • 500 g twarogu (2-3-krotnie mielonego)
  • 1/3 szklanki drobnego cukru
  • 2 jajka
  • 2 łyżki mąki
  • 1 łyżka przyprawy korzennej 
Wszystkie składniki miksujemy. Wylewamy masę serową na spód brownie. Na masę serową w nieregularnych odstępach wykładamy pozostałą masę brownie. Masy mieszamy patyczkiem (wykałaczką), robimy esy-floresy, by ciasto miało ciekawy wygląd. Pieczemy w temperaturze 175ºC przez około 25 minut. Studzimy na kratce i kroimy na kwadraty.

Smacznego :)

19 listopada 2013

Rogaliki drożdżowe z powidłami śliwkowymi.

Czas otworzyć pierwsze słoiczki z powidłami śliwkowymi! Po co czekać na grudzień, śniegi, zawieje i zamiecie. Jest szarobury, niezbyt ciepły listopad, coraz częściej zawijamy się w pledy, chwytamy za książki i kolejne kubki rozgrzewającej herbaty. Do tego przyjemnie kojarzącego się zestawu, brakuje jeszcze odrobiny słodyczy, co powiecie więc na drożdżowe rogale z powidłami? :) Myślę, że to kusząca propozycja :) Wyobraźcie sobie to "buchające" z piekarnika ciepło, kiedy będziecie wyjmować je z piekarnika i ten jedyny w swoim rodzaju zapach drożdżowego ciasta :) A najważniejsze na koniec: smak drożdżowego z powidłami i ten błogi czas, gdy będziecie zajadać rogala, siedząc owiniętym w ulubiony pled :) Nie czekajcie, biegnijcie do swoich kuchni! :) Ta przyjemność nie może Was ominąć :)


Składniki (duża miska z górką, średniej wielkości rogalików :)):
  • 50 g masła
  • 200 ml mleka
  • 500 g mąki + do podsypania
  • 70 g cukru
  • 42 g drożdży
  • 1 jajko
  • mały słoiczek powideł śliwkowych (domowych lub kupnych)
Masło rozpuszczamy na wolnym ogniu, dodajemy mleko. Lekko podgrzewamy - zdejmujemy z ognia. W misce mieszamy mąkę, 70 g cukru i szczyptę soli. Drożdże kruszymy i dodajemy do mleka z masłem - rozpuszczamy. Rozpuszczone drożdże i jajko dodajemy do miski z mąką. Wyrabiamy mikserem (z hakami do ciasta drożdżowego) lub ręcznie na gładkie ciasto. Przykrywamy i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 45 minut.
Po tym czasie wykładamy ciasto na blat, dzielimy na dwie części. Na posypanym mąką blacie dość cienko rozwałkowujemy pierwszą część (ok. 3 mm), wykrawamy spore trójkąty (np. radełkiem), na środku każdego z trójkątów nakładamy ok. 1/2 łyżeczki powideł i zwijamy rogalik, zaczynając od najkrótszego boku (podstawy). Analogicznie postępujemy z drugą częścią ciasta. Gotowe rogaliki układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy ok. 20 min (aż rogale będą złociste). Studzimy na kratce.
Wystudzone rogale lukrujemy.

Lukier: 
  •  3/4 szklanki cukru pudru
  • 2 łyżki gorącej wody
Gorącą wodę dodajemy do cukru pudru i mieszamy do uzyskania pożądanej gęstości lukru. Następnie lukrujemy rogaliki i odkładamy na kratkę do wyschnięcia. 

Smacznego ! :)

16 listopada 2013

Chleb orkiszowy z czarnuszką na zakwasie żytnim.

Mąka orkiszowa ostatnimi czasy mnie "prześladowała". Miała wielką ochotę na zrobienia chleba z tego rodzaju mąki, bo chciałam zobaczyć czy jest różnica w wyrabianiu, strukturze i smaku. Niestety dopóki nie zaczął się rok akademicki, nie miałam możliwości zdobycia mąki orkiszowej. Mała miejscowość ma swoje uroki, jeśli chodzi o dostępność nieskażonych płatków róż, czy jeżyn prosto z krzaczka nad jeziorem, ale już w przypadku chęci zaopatrzenia się w bardziej wyszukany produkt jak np. mąka orkiszowa czy żytnia razowa jest mały problem. Dlatego też chęci były, ale możliwości brak. Dla chcącego jednak nie ma rzeczy niemożliwych, wybrałam się na "łowy" w mieście Bydgoszcz i w mojej pojemnej, damskiej torebce znalazł się kilogram mąki orkiszowej typu 1100, został bezpiecznie przewieziony pociągiem do Wesołej Piekarni i przetworzony na pyszny chleb, zupełnie inny, niż te które miałam okazje robić dotychczas :) Jeśli wahacie się czy spróbować (wszak ta mąką nie należy do najtańszych), wykorzystajcie poniższy przepis, bo nie wymaga użycia dużej jej ilości, a różnica w smaku jest już wyczuwalna (a! i czarnuszka dodaje bochenkowi charakteru :)).

 Przepis (z moimi modyfikacjami): Zakamarki Mojej Kuchni

Składniki: 

Zaczyn: 
  • 100 g mąki żytniej 
  • 100 g zakwasu żytniego / aktywnego/ 
  • 50-80 g wody 
Składniki zaczynu dokładnie mieszamy w dużej misce, przykrywamy folią  i pozostawiamy na całą noc.

Ciasto właściwe: 
  • 300 g mąki orkiszowej (typ 1100)
  • 200 g mąki pszennej (typ 650)
  • 250 g letniej wody 
  • 10 g miodu 
  • 12 g soli 
  • 1 łyżka nasion czarnuszki 
Zaczyn łączymy z letnią wodą, dodajemy  miód i dokładnie mieszamy przy pomocy widelca.  Dodajemy mąki i sól. Mieszamy całość do chwili , aż mąka wchłonie cały płyn. Ciasto przekładamy na blat i energicznie wyrabiamy dłońmi tak długo,  aż stanie się gładkie i elastyczne (trwa to ok. 10- 15 min). Formujemy z ciasta kulę, przekładamy do miski i przykrywamy  folią . Pozostawiamy do wyrośnięcia na ok. 3 godz.  Po tym czasie ciasto odpowietrzamy , ponownie składamy (w kopertę) i pozostawiamy na kolejną godzinę. Przygotowujemy koszyk do wyrastania, wykładamy go cieniutką ściereczką, którą obsypujemy mąką. Wyrośnięte ciasto przekładamy na omączony blat, rozkładamy, a następnie składając brzegi ciasta do środka (2 razy) formujemy okrągły bochenek i przekładamy go do koszyka (łączeniem na wierzchu), przykrywamy go folią i pozostawiamy  do wyrośnięcia na ok. 3 - 4 godz (ciasto powinno podwoić swoja objętość - wszystko zależy od temperatury pomieszczenia i mocy  użytego zakwasu). Piekarnik nagrzewamy do temp. 220 stopni,  wstawiamy do środka naczynie z wodą. Wyrośnięty chlebek  przekładamy na blachę wyłożoną  papierem do pieczenia. Chleb nacinamy z wierzchu ostrą żyletką lub nożem, posypujemy czarnuszką i wstawiamy do gorącego, naparowanego piekarnika. 
Pieczemy ok. 20 min, po czym obniżyć temperaturę do 200 st. i pieczemy kolejne 30 min. Upieczony chlebek studzimy na kratce.

Smacznego! :) 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...