30 lipca 2013

Konfitura figowa z rozmarynem. Prosto z Włoch. Toskania od kuchni.

Dobrze jest pojechać do Włoch i mieć własną kuchnię, za oknem widzieć ogród ze świeżymi ziołami, a idąc drogą na spacer napotkać na drzewo figowe z mnóstwem owoców nadających się do przetworzenia. I tak nazrywaliśmy fig, w ogrodzie skubnęłam gałązkę rozmarynu, a w mieszkaniu wyjęłam patelnię i smażyłam na najprawdziwszym włoskim Smeg'u, najprawdziwszą konfiturę z fig z rozmarynem, która wylądowała w uroczych słoiczkach Bormioli Rocco! :) 

Figi nie są we Włoszech tak popularne jak chociażby na Chorwacji (widziałam tam zdecydowanie więcej drzew figowych), a jednak koszt słoiczka konfitury we włoskim markecie był niższy (ok. 15 zł, przy prawie 20 zł w zeszłym roku na Chorwacji). Koszt zrobienia własnego wyrobu jest o wiele niższy, gdyż kosztuje nas tylko cukier, cytryna i zużyta energia oraz oczywiście słoiczek (Bormioli są ogólnodostępne w sklepach gospodarczych oraz większych marketach - ceny od 0,7 euro w górę sztuka + cena pokrywek 0,7 euro za 2-3 sztuki, w zależności od wielkości), czemu nie kosztują nas figi? Bo rosną dziko przy ścieżkach (z dala od ulicy) oraz w ogrodach, gdzie możemy je po prostu zerwać.*

*przykładowo, kiedy chcemy robić to we Włoszech :)


W krajach śródziemnomorskich możemy napotkać na figi zielone i ciemne, ja wykorzystałam te pierwsze, bo takie drzewko miałam w pobliżu, nadają się one jednak tylko do suszenia i przetworów, do zjedzenia na surowo są ciemne. Po przesmażeniu zielone też nabierają ładnego, bursztynowego koloru :)

Składniki (2 słoiczki 250 ml):
  • ok. 500 - 600 g fig 
  • 1 gałązka rozmarynu
  • 1 - 1,5 szklanki cukru (nie wymagają dużo cukru, gdyż są bardzo słodkie, a gęstnieją dzięki własnej, naturalnej pektynie)
  • sok wyciśnięty z 1/2 cytryny
Figi myjemy, osuszamy. Odcinamy końcówki. Owoce kroimy w kawałki. Wrzucamy na rozgrzaną patelnię, skrapiamy sokiem z cytryny. Smażymy aż puszczą dość dużo soku (tak jak na zdjęciu poniżej). Wrzucamy wymyty i osuszony rozmaryn. Dalej smażymy, cały czas mieszając, aż do uzyskania dość gęstej konfitury o bursztynowym kolorze. Wyławiamy rozmarynową gałązkę. Gorącą konfiturę przekładamy do wyparzonych słoiczków. Zakręcamy. Stawiamy do góry nogami lub ew. pasteryzujemy.

Smacznego! :)

Początek smażenia może przerażać, bo zawartość patelni w ogóle nie przypomina produktu finalnego :) Ale bez obaw, w trakcie smażenia nabiera odpowiedniego koloru :) Akurat na tym zdjęciu nie widać jak prezentował się "mój Smeg", ale przedstawi się przy kolejnej konfiturze ;) Sprawował się nieźle, mimo tego, iż nie był pierwszej młodości. Możecie sobie wyobrazić w jaki zachwyt wpadłam kiedy zobaczyłam na płycie ten słynny napis ;) Wielu może pomyśleć, że to szaleństwo: robić słoiki na wakacjach, ale jak tu nie skorzystać z okazji kiedy tyle dobra jest po prostu "pod nosem" :) No i.. może pierwszy i ostatni raz korzystałam ze Smeg'a ;)


Jeden z krzaczków (choć to bardzo delikatne określenie :)) rozmarynu, rosnących w ogrodzie, a z którego mogłam zerwać gałązkę do mojego "figowego szaleństwa", przechodząc koło niego, aż chciało się potrząsnąć gałązką, żeby poczuć jego zapach :)


Inspiracją do stworzenia "czapeczki" dla słoiczka z listka figowego był artykuł o figach w sierpniowym Sale&Pepe.

Podsumowując, tydzień to za mało, żeby zobaczyć wszystko to, co chciałoby się zobaczyć, żeby zrobić, posmakować, obejrzeć gazety, książki i sklepy. Trzeba byłoby zrobić sobie wyprawę w 100% kulinarną, kursując od rana do nocy i chłonąć wszystko co się da :) Warto nie zaszywać się w klasycznym hotelu, wtedy nie ma możliwości zobaczenia włoskiej kuchni, zrobienia czegoś z tamtejszych sezonowych składników, które są na wyciągnięcie ręki.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie, w miarę możliwości i wiedzy odpowiem :) 


5 komentarzy:

  1. Bardzo interesująca wycieczka kulinarna do Toskanii... Wycieczka smakowo mi nieznana, ale czuję się zaintrygowana tą figową konfiturą...

    OdpowiedzUsuń
  2. przyjemnie się czyta Twoje opowieści :) też bym skorzystała i mimo wakacji nagotowałabym takiej figowej konfitury :D musi być pyszna!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam okazję wiele razy w roku być we Włoszech (Piemont) ze względu na rodzaj pracy mojego męża i stwierdzam, że niemal cały, na każdym kroku, jest porośnięty drzewami figowymi zarówno dzikimi, jak i uprawianymi przydomowo. Bardzo rzadko widuje się figi fioletowe, a znacznie więcej jest zielonych i takich jakby brązowiejących (podejrzewam, że to jakieś mieszane z fioletowymi) - najczęściej i najwięcej zjadłam zielonych, ale nie da się ich w żaden sposób porównać do kupnych wielkich i fioletowych, które są zazwyczaj bez smaku! Zielone i drobne, rwane wprost z drzewa, są słodkie jak miód :) Niestety mają taki minus, że warto zaglądać do ich wnętrza, jak do naszych polskich czereśni - z wiadomego powodu ;) Nie zgodzę się jednak ze stwierdzeniem, że zielone nie nadają się do jedzenia na surowo! To zwyczajna odmiana kolorystyczna, więc jest równie dobra, jak te sprzedawane w sklepach :) Mnie jednak najbardziej zachwyca fakt, że figi (zupełnie inaczej niż w PL) są dostępne w Italii przez dobrych kilka m-cy. Jadłam już figi letnie (w lipcu), jak i późne jesienne końcem października :) A kiedy kończą się figi i nastaje jesień i zima zaczyna się sezon na persymony (kaki) i kiwi :) No i niezmiennie cieszą moje oczy, przynajmniej od Lombardii (szczególnie w Mediolanie i Bergamo bo mają tam wyjątkowo ciepły klimat), aż po Piemont, wszechobecne palmy oraz gdzie-niegdzie niewielkie bananowce :) Widać, że Włosi mają zamiłowanie do egzotycznej roślinności, chociaż na północy klimat nie jest najłagodniejszy. Nawet w rejonie Trentino (między zaśnieżonymi górami) można zauważyć figowce czy pojedyncze palmy ;) Tego właśnie Włochom zazdroszczę, wszystko wydaje się tam bardziej kolorowe i bardziej pachnące, a kiedy wracamy do domu, to jakoś tak szaro i zwyczajnie się robi ;)
    Pozdrawiam - E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję Pani za komentarz, niezwykle miło się go czyta :) Mogę jedynie pozazdrościć wypraw i podróży po Italii, niestety mi jak dotąd było dane odwiedzić ją dopiero dwukrotnie i nie mogłyśmy się tak dokładnie "poznać". Roślinność we Włoszech jest niesamowita i tak jak Pani pisze, wszystko wydaje się bardziej kolorowe i pachnące, mnie osobiście zachwyciły jeszcze cytryny, piękne i dorodne, z okolic Neapolu :) Niestety w rejonach naszej kwatery (okolice Luki) figowców było jak na lekarstwo, co było lekkim zaskoczeniem (w stosunku do Chorwacji, jak pisałam), kolejny raz mogę jedynie pozazdrościć, że Północ jest obfitsza w te owoce. Co do fig zielonych, oczywiście nie jest zabronione ich jedzenie, ale kilkukrotnie czytałam, że nadają się właśnie głownie do przetwarzania i suszenia, dlatego też znalazła się tu taka informacja, mi osobiście bardziej odpowiadają figi fioletowe, ale to oczywiście kwestia smaku :) Mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję spróbować tych wszystkich wspaniałości :)

      Jeszcze raz dziękuję za komentarz i pozdrawiam.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...